Mec. Krzysztof Renke z Drzewiecki Tomaszek i Wspólnicy rekomenduje Ultima Ratio

Mec. Krzysztof Renke z Drzewiecki Tomaszek i Wspólnicy rekomenduje Ultima Ratio

Cybersądownicwo? Tak, poproszę

Jaki jest największy problem polskiego postępowania sądowego, który przejawia się w blisko 100% spraw? Z pewnością wielu (większość?) praktyków bez wahania wskaże przewlekłość procesu. Czas oczekiwania na efekt końcowy sprawy (a ostatnio nawet choćby na rozpoczęcie, tj. pierwsze posiedzenie, czy w ogóle pierwszą czynność w sprawie) zaczyna ocierać się o granice absurdu. Wyrok, nawet korzystny, ale wydany po kilku latach dla wielu z naszych Klientów traci po prostu na znaczeniu. Zamiast sprawnego dochodzenia roszczeń mamy coś w rodzaju długoterminowej i niepewnej inwestycji w potencjalną minimalizację szkód wynikających z działań nielojalnego kontrahenta.

Samo prowadzenie sprawy również zaczyna przybierać formy lekko groteskowe i to w zasadzie z każdej perspektywy. Świadkowie i strony nie pamiętają wydarzeń skoro wołani są do stawiennictwa w sądzie kilka lat po fakcie. My, jako pełnomocnicy na każdy termin uczymy się sprawy na nowo, bo ostatnie posiedzenie było kilka miesięcy wcześniej, a pomiędzy przewinęło się ze sto innych tematów. Sędziowie mają zresztą zapewne ten sam problem. Na dodatek sędziowie ci często nie dotrwają do końca sprawy, co zwykle jednak ma istotny i niekoniecznie pozytywny wpływ na ostateczne rozstrzygnięcie (gwoli ścisłości nie mam zasadniczo na myśli śmiertelności, a raczej awanse/przeniesienia).

Ale jakże ma być inaczej? Obłożenie sprawami sądów borykających się z brakami kadrowymi (i nie tylko) wciąż rośnie. Wymiana korespondencji trwa miesiącami. Świadek a to nie przyjdzie, a to się zwolni, a to sędzia zachoruje, a to pełnomocnik ma kolizję. I tak miesiąc po miesiącu, a potem np. apelacja, uchył i po 6 latach od nowa.

Klienci często myślą, że żartuję, gdy zapytany ile potrwa ich proces odpowiadam, że nie wykluczone, że mój syn (obecnie lat 3) będzie kończył temat.

Już tylko z kronikarskiego obowiązku wspomnę, że nie odnotowaliśmy, aby dotychczasowe zmiany kpc w magiczny sposób zmieniły wyżej opisany stan rzeczy. Jak wspominałem w tym artykule, nadal wątpię, aby napisanie (nawet w ustawie), że coś ma być załatwiane szybko, rzeczywiście samo z siebie powodowało, że coś będzie załatwiane szybko.

Niestety takie terminy, takie procesy i konsekwentnie, taki sposób dochodzenia roszczeń wydaje się nie do pogodzenia z potrzebami współczesnego biznesu.

Dlatego zdecydowaliśmy się zaproponować naszym klientom alternatywę w postaci zapisu na elektroniczny sąd polubowny Ultima Ratio.

Mechanizm działania sądu dostępny jest tutaj. W pigułce chodzi o to, żeby w tzw. „sprawach oczywistych” nie czekać 3 lata na możliwość uruchomienia komornika.

Ile razy bowiem było tak, że jest umowa, jest faktura, wszystko jasne, brak płatności, wszystkie przesłanki do wydania nakazu zapłaty nawet w postępowaniu nakazowym, a mimo to sąd nie wyda nakazu zapłaty w postępowaniu nakazowym, bo „cośtam”, albo wyda nakaz zapłaty w postępowaniu upominawczym. Rezolutny dłużnik kasuje taki nakaz sprzeciwem na jedną stronę wliczając główkę. Potem postępowanie zwykłe, pierwszy termin za 11 miesięcy. Sąd dopuszcza wszystkie wnioski dowodowe strony pozwanej z ostrożności „żeby nie było zarzutów apelacyjnych”, w tym wniosek o przesłuchanie 20 świadków, z czego 3 za granicą i... proces o niezapłaconą fakturę trwa 5 lat, a potem okazuje się, że w międzyczasie podmiot pozwany upadł lub faktycznie się „ulotnił”.

Elektroniczny sąd polubowny pozwala na przeprowadzenie postępowania dowodowego w sposób szybki i skoncentrowany. Dokumenty przesyłamy elektronicznie, świadków słuchamy również via telekonferencja lub poprzestajemy na pisemnym oświadczeniu itp. Rozprawy również na odległość w rozsądnych terminach. W teorii kilka tygodni i wyrok nadający się do egzekucji mamy w ręku. Po więcej szczegółów ponownie odsyłam do strony sądu.

Jeżeli nawet wyrok nie miałby zapaść w ciągu reklamowanych 3 tygodni, to w sposób oczywisty sposobów na przedłużenie postępowania przez nielojalnego dłużnika jest w tym rozwiązaniu istotnie mniej niż w zwykłym sądzie powszechnym. Jest zatem realna szansa, że prostą sprawę skończymy rzeczywiście w rozsądnym terminie, podczas gdy w sądzie powszechnym mamy obecnie niemal gwarancję, że termin ten rozsądnym nie będzie.

Jeżeli zatem wiemy, że w danym stosunku zobowiązaniowym to raczej my w razie czego będziemy pozywać i dochodzić należności, rozważenie sprawniejszej opcji niż sąd powszechny jest w naszej ocenie obecnie ze wszech miar zasadne.

Innymi słowy, dlaczego cybersąd? Bo nie chcę prowadzić procesu, żeby prowadzić proces, tylko chcę żeby mój Klient odzyskał pieniądze tu i teraz.

Artykuł niesponsorowany.

Mec. Krzysztof Renke na LinkedIn

Źródło: https://www.linkedin.com/pulse/cybers%25C4%2585downictwo-tak-poprosz%25C4%2599-krzysztof-renke/?trackingId=csXLkApJJWS1K8IVhBDerg%3D%3D

Artykuły

Czy egzekucja wyroków arbitrażowych jest bezpieczna? Odpowiada sędzia Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu
wtorek, 2 czerwca 2020

Czy egzekucja wyroków arbitrażowych jest bezpieczna? Odpowiada sędzia Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu

Tytułowe pytanie to druga kwestia, która najczęściej intryguje czytelników naszego bloga. Nic dziwnego - sąd arbitrażowy jest sądem prywatnym i (...)
Jak trwoga, to do Boga? Prof. Jacek Gołaczyński zdradza, jak zaskarżyć wyrok arbitrażowy. „Wytnij i wklej” do opinii albo skargi
środa, 27 maja 2020

Jak trwoga, to do Boga? Prof. Jacek Gołaczyński zdradza, jak zaskarżyć wyrok arbitrażowy. „Wytnij i wklej” do opinii albo skargi

Z poprzedniego wpisu na naszym blogu, nota bene bardzo popularnego, dowiedzieliśmy się, że arbitraż to inaczej sąd prywatny, który na (...)
Arbitraż to nie mediacja, jego skutek może Cię zaskoczyć. Prof. Jacek Gołaczyński wyjaśnia, na czym polega różnica
czwartek, 21 maja 2020

Arbitraż to nie mediacja, jego skutek może Cię zaskoczyć. Prof. Jacek Gołaczyński wyjaśnia, na czym polega różnica

Na podstawie licznych rozmów z przedsiębiorcami, a także z prawnikami, którzy przekazują nam obawy swoich klientów, dochodzimy do wniosku, że (...)